Dzieje się

„Charytatywna Niedziela z Gwiazdami” na rzecz Fundacji Herosi

Restauracja Śródmieście Południowe powstała z myślą dzielenia się dobrym smakiem. Ta idea doprowadziła do wyjątkowego wydarzenia na rzecz Fundacji Herosi, czyli „Charytatywnej Niedzieli z Gwiazdami”. Środki uzyskane podczas wydarzenia zostaną przeznaczone na zakup nierefundowanych leków dla podopiecznych fundacji, czyli pacjentów z Kliniki Onkologii i Chirurgii Onkologicznej Dzieci i Młodzieży w Instytucie Matki i Dziecka, którym Fundacja Herosi pomaga już od 10 lat.

52643751_2230795730527983_5070541392116187136_nFot. Łukasz Pługów

W tym wyjątkowym wydarzeniu w restauracji Śródmieście Południowe wzięły udział także wspaniałe gwiazdy, które poprzez swoje zaangażowanie wspierają podopiecznych fundacji m.in.: Katarzyna Bosacka, Katarzyna Kępka, Kasia Kołeczek, Olga Borys, Kamila Kamińska, Honorata Witańska, Julia Wróblewska, Agnieszka Sienkiewicz-Gauer, Karolina Nowakowska, Agnieszka Dziekan, Paula Tumala, Eliza Gwiazda, Emilia Wróbel, Irina Małek, Ines Cortez, Zuza Zakrzewska, Jurek „Juras” Wroński, Nestor Grojewski, Wojtek Majchrzak, Marek Kaliszuk, Michał Meyer, Norbert Hawryluk, Radosław Kawęcki, Nick Sinckler, Mateusz Jakubiec, Kajetan Góra, Piotr Ciepal. „Charytatywnej Niedzieli z Gwiazdami” zakończył recital Kasi Kołeczek oraz licytacje na rzecz Fundacji Herosi poprowadzone przez Katarzynę Bosacką.

Bankiet_1Fot. Łukasz Pługów

W trakcie długotrwałego leczenia onkologicznego podopieczni Fundacji Herosi przechodzą wiele zabiegów operacyjnych oraz przyjmują liczne chemioterapie, by wrócić do zdrowia. W niektórych przypadkach jednak dotychczasowe sposoby leczenia farmakologicznego okazują się być nieskuteczne. Konieczne jest podjęcie dodatkowej, innowacyjnej terapii mogącej uratować życie, nierefundowanej przez NFZ. Koszt miesięcznej kuracji dla jednego dziecka, w zależności od przyjmowanego leku, wynosi ok. 3000-16 000 złotych, dlatego tak istotne jest wsparcie udzielone przez uczestników „Charytatywnej Niedzieli z Gwiazdami”. Partnerami wydarzenia są Gala i Kuchnie Świata.

Więcej informacji: www.herosi.eu i facebook.pl/FundacjaHerosi 

Dzieje się

Kolejna gala charytatywna Businesswoman&Life zakończona sukcesem

Magazyn Businesswoman&Life organizuje kilka razy w roku sesje kalendarzowe z udziałem gwiazd i osób biznesu, a wszystko to na szczytne cele charytatywne. W 2018 odbyła się gala kalendarzowa na rzecz Sos Wiosek Dziecięcych, fundacji Ewy Błaszczyk A kogo. W tym roku 18 stycznia odbyła się licytacja na rzecz fundacji Rozwoju Kardiochirurgii im. prof. Zbigniewa Religi.

50750944_2212036958847472_5028813066121248768_n

Fotograf kalendarza: Paweł Poręcki

Kolejna gala charytatywna  Businesswoman&Life z udziałem gwiazd odbyła się w hotelu Bellotto. Wszyscy uczcili minutą ciszy pamięć Pawła Adamowicza Prezydenta Gdańska. Tym razem magazyn biznesowy zorganizował sesję kalendarzową na rzecz Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii im. prof. Zbigniewa Religi. W tym roku w sesji uczestniczyli między innymi wokalista Szymon Wydra, aktor Zbigniew Zamachowski, aktorka Karolina Nowakowska, Arkadiusz Gołębiewski oraz prezes fundacji dr Jan Sarna. Na gali pojawili się również Kasia Nova, Artur Chamski oraz Monika Zamachowska w zastępstwie męża. Wszystko zorganizowała skromna, drobna ciałem, mająca wielkie serce Elżbieta Olimpia Jeznach.

50294508_2249724912014302_163873789984112640_nFotograf : Jarosław Malinowski, na zdjęciu aktorka Karolina Nowakowska

Galę poprowadził Jacek Rozenek, a licytacją zajął się niezastąpiony Adam Adamonis. Tej nocy nie zabrakło pokazów mody od marki  Angel oraz MEDORA Odzież Medyczna. Tego wieczoru zaśpiewała aktorka i wokalista Maria Niklińska, oraz zagrał pianista Rafał Mokrzycki. Na gali odbyły się również podziękowania od magazynu Businesswoman&Life dla osób biznesu i gwiazd, którzy uczestniczyli w kalendarzowej sesji zdjęciowej. Dzięki  hojnym sercom podczas licytacji udało się zebrać rekordową kwotę 58 tysięcy 900 zł na Funkcję Rozwoju Kardiochirurgii im. prof. Zbigniewa Religi.

50220971_2249724655347661_8679907911968751616_nFotograf : Jarosław Malinowski, na zdjęciu od lewej Adam Adamonis i Jacek Rozenek podczas kolejnej licytacji

50889829_2249723092014484_3019220631649517568_nFotograf: Jarosław Malinowski, na zdjęciu modelki wraz z projektantką marki MEDORA

 

 

Pasja gwiazd

Dawid Skrzypczak o swojej pasji do muzyki

Dawid Skrzypczak urodzony na Dolnym Śląsku w miejscowości Koskowice. Muzyk lubiący wyzwania muzyczne, zdolny, ambitny i przystojny. Podróżuje z programem  muzycznym „Śladami Artystów Piwnicy pod Baranami”

fot. S. Wnek.jpgFot. Sebastian Wnek, na zdjęciu Dawid Skrzypczak

Czym  jest dla Ciebie pasja?

Pasją dla mnie jest to co robię w każdej mojej wolnej chwili, czyli śpiewam. Sprawia mi to ogromną przyjemność, a tym samym daje dużo satysfakcji. Oprócz tego na co dzień jestem doktorantem na Politechnice Wrocławskiej. Nie jest to łatwe, ale staram się pogodzić realizację pracy doktorskiej z rozwijaniem pasji.  Chciałbym żeby z czasem moja pasja mogła zająć większą część mojego życia.

Czemu wybrałeś drogę muzyczną?

W zasadzie to z muzyką zacząłem mieć do czynienia przez zupełny przypadek. Zapisałem się do scholi dziecięcej w miejscowości, z której pochodzę (Koskowice). Tam po raz pierwszy zaśpiewałem. Później duża schola przekształciła się w mały zespół muzyczny, nad którym czuwał znakomity muzyk i aranżer Paweł Lenar. Od tamtego czasu to właśnie z nim współpracuję.

Występujesz na  wielu wydarzeniach kulturalnych, czy miewasz tremę?

Mimo tego, że występów zarówno przed małą jak i przed dużą publicznością miałem już sporo to i tak przed każdym następnym jest trema. Na szczęście nie trwa ona długo i w momencie kiedy jestem już na scenie i „robię swoje” to zupełnie o niej zapominam.

Otrzymałeś nagrodę na festiwalu międzynarodowej piosenki francuskiej, zająłeś trzecie miejsce- pamiętasz tą chwilę?

Tak, była to moja pierwsza taka prestiżowa nagroda związana z muzyką i dała mi ogromną radość i jeszcze większą motywację do dalszej pracy. Wydarzenie było bardzo duże, jadąc tam nie liczyłem na wiele, już samym sukcesem było dla mnie zakwalifikowanie się na Festiwal. Dzięki temu była to dla mnie jeszcze większa niespodzianka.

Kto jest  Twoją  inspiracją muzyczną?

Ciężko podać jedną konkretną postać muzyczną, którą się inspiruje. Zawsze staram się być sobą na scenie. Słucham bardzo różnorodnej muzyki, Michael Bolton, Michael Buble, ale także lata 80-te TOTO, czy Chicago. Jest też oczywiście miejsce na naszą polską muzykę. Ciężko tak naprawdę „wrzucić” tych wykonawców do jednego worka.

fot. A. Dworak.jpgFot. A. Dworak, na zdjęciu Paweł Lenar i Dawid Skrzypczak

Jakie są Twoje plany muzyczne?

Aktualnie koncertuje z programem „Śladami Artystów Piwnicy pod Baranami”, w którym w kameralnych aranżacjach przy fortepianie (Paweł Lenar) śpiewam piosenki  m. in. G. Turnaua, czy M. Grechuty, ale także piosenki francuskie. Właśnie staruję również projekt, który można nazwać bardziej rozrywkowym, gdzie wykonuję piosenki m. in. Z. Wodeckiego, czy A. Zauchy. Od ponad roku też uczestniczę w charytatywnych pokazach mody Fashion Day organizowanych przez Mariolę Turbiarz, gdzie dbam o stronę muzyczną. I to też można już uznać za plan, bo 23 marca kolejny taki pokaz w Krakowie. W między czasie razem z Pawłem przygotowujemy własne piosenki, które mam nadzieję, że lada chwila będzie można usłyszeć. Największym jednak planem i marzeniem to oczywiście płyta.

Co byś życzył  sobie i innym na ten nowy rok?

Życzyłbym sobie i wszystkim, tego  żeby każdy dzień tego roku był najlepszym dniem i wywoływał same dobre wspomnienia. Spełnienia marzeń, chociażby tych drobnych,  mnóstwo wytrwałości w działaniach i tego żeby nie poddawać się za szybko w drodze do celu.

Pasja gwiazd

Marcin Urzędowski człowiek pełen pasji

Marcin Urzędowski – urodzony w Nowej Hucie w Krakowie. Miłośnik muzyki perkusyjnej,  podróży i dobrej kuchni. W wolnych chwilach projektuje postapokaliptyczną modę. Człowiek pełen pasji.

Yatzek-21.jpgFot. Jacek Piotrowski, na zdjęciu Marcin Urzędowski

Czym jest dla Ciebie jest pasja?

Pasja to życie. Przynajmniej w moim przypadku. Ale można też powiedzieć, że pasja jest odrealnieniem tej szarej, dziwnej, często odrażającej rzeczywistości, która nas otacza. Żyjemy w dziwnych czasach; z jednej strony mamy dostęp do wszystkiego, a z drugiej różne uwarunkowania sprawiają, że w tym życiu często mamy pod górkę. Uważam, że pasja pozwala te wszystkie niefajne rzeczy pokonać, jest rodzajem zapomnienia od bolączek tego świata.

A jak było z muzyką, bo często w życiu jest tak, że to inni namawiają Nas idź w tym czy innym kierunku. A jak było z Tobą?

Miałem to szczęście że pochodzę z rodziny, w której każdy zajmował się swoimi rzeczami i nikt sobie nie wchodził w drogę. Moje dorastanie było mocno zbuntowane i miałem dziwne pomysły na siebie. Zawsze były to dość wywrotowe sytuacje. Nie byłem pilnym uczniem i wszyscy uważali mnie za durnia. Spoglądając na to dziś, wiem, że to system był źle skonstruowany dla uczniów którzy mieli pomysł na siebie. Wydaje mi się, że tak jest do dziś, bo często prowadzę warsztaty bębniarskie dla dzieciaków w szkołach obserwując z jakimi sytuacjami muszą się borykać.  Wracając do przeszłości. Nowa Huta, lata dziewięćdziesiąte, dzielnica robotnicza, mody chłopak z lekko zwichrowanej rodziny, podwórko i niewiarygodnie duża liczba przygód – tak pamiętam moje dzieciństwo.  Wówczas, jednym z wielu pomysłów jakie miałem na siebie, było bycie kloszardem – malarzem, takim paryskim artystą. Długo trzymała się mnie ta idea, na szczęście prysnęła, gdy mając dziewiętnaście lat spotykałem  na swojej drodze człowieka, który oczarował mnie swoją grą na afrykańskim bębnie djembe. I to wtedy zdałem sobie sprawę, że z kloszarda będą nici      ! Pomyślałem, że będę grał jak ten człowiek. Stałem i czekałem, aż gapie sobie pójdą, a gdy ucichła muzyka,  Wojciech Sochaczewski, który do dziś jest moim dobrym kumplem, podszedł do mnie i powiedział: „chłopcze pokaże Ci kilka sztuczek” Dostałem wówczas pierwszą lekcję gry na tym ludowym instrumencie z Afryki Zachodniej i do dzisiejszego dnia to mój ulubiony instrument. Tak zaczęła się moja przygoda z muzyką. Był rok 1999. Chwilę po maturze, kloszard przemienił się w muzyka. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że zwiąże się z nią zawodowo i będzie to mój sposób na życie.

Czy pamiętasz jakieś szczególne wydarzenie w którym uczestniczyłeś, które utkwiło Ci w pamięci?

Oj…było mnóstwo takich wydarzeń. Był czas, gdy pracowałem z osobami niepełnosprawnymi z fundacji Anny Dymnej „Mimo Wszystko”. Pamiętam jeden z festiwali „Zaczarowanej piosenki” na którym miałem przyjemność poznać grupę niepełnosprawnych osób wracających z Kenii po wyjściu na Kilimandżaro. Koncert, w którym zagrałem nosił tytuł „Każdy ma swoje Kilimandżaro”. Ta góra to synonim przeszkód do pokonania. Na Rynku Głównym w Krakowie, miałem przyjemność występować wielokrotnie, swoją grą uświetniając „Zaczarowaną Piosenkę”, ale to właśnie spotkanie z afrykańskimi muzykami, także w jakimś stopniu niepełnosprawnymi, było momentem, którego z całą pewnością nie zapomnę. Jeden z kenijskich muzyków stracił nogę po ugryzieniu lwa, jeden był niewidomy, wszyscy borykali się z jakimiś problemami, ale tego wieczoru, na wspólnej scenie, królował uśmiech, duch akceptacji, tolerancji i wzajemnego szacunku. Mimo okaleczeń i niepełnosprawności, muzycy pokazali ducha walki, dając nam świadectwo siły i determinacji. To była dla mnie cenna lekcja.

004.jpgZdjęcie z albumu Marcina Urzędowskiego

Czy jest ktoś kto Ciebie inspiruje?

Inspirujący może być uśmiech kogoś, kto przychodzi na koncert posłuchać jak gram, przebija piątkę i mówi mi, że dzięki mnie choć na chwilę zapomniał o swoich problemach, oderwał się od niespłaconych kredytów, czy małżeńskich perypetii. Inspiruje mnie przyroda, jej nieustanny dialog, ścieranie się sił natury. Mam oczywiście listę wielu wspaniałych muzyków, którzy mnie inspirują. Ale wciąż w pamięci mam tamten wieczór, gdy pierwszy raz w żuciu usłyszałem grę Wojtka Sochaczewskiego. Ta chwila odmieniła losy mojego życia stając się pewnego rodzaju drogowskazem, punktem odniesienia, zaklętą w dźwięku wolnością i świeżością.

1-2Zdjęcie z albumu Marcina Urzędowskiego

Jeśli duet muzyczny to z kim?

Bez wątpienia z Panią Sade! To takie moje niedościgłe marzenie. Jestem jej wiernym fanem od lat. Trasa koncertowa z Sade to by było coś. Chciałbym zabrać z Carlosem Santaną bo to bóg latynoskiej gitary, fenomenalny artysta i człowiek. Z naszego podwórka dokonałbym duetu z Bartkiem Łęczyckim. Harmonijka i perkusyjne instrumenty, wzbogacone elektronicznymi dziwactwami. Takiego zestawu nasz kraj się chyba jeszcze nie doczekał   (śmiech)

O czym marzysz? Chyba, że już wszystko zrealizowałeś co chciałeś?

Marzę o podróży dookoła świata. Oczywiście u boku mojej najwspanialszej na świecie żony. Tanimi środkami lokomocji, stopem, kajakiem, zaprzęgniętym w osła wozem… Chciałbym my moje przyszłe dzieciaki mogły kiedyś powiedzieć: a nasz stary, to był dopiero przechuj… zjechał świat za jeden uśmiech. (śmiech) Marzy mi się komfort psychiczny, którego nie sposób mieć gdy uprawiasz wolny zawód, w dodatku jesteś szerzej nikomu nie znanym bębniarzem. Chciałbym móc grać i tą grą zapewnić sobie godne życie. Marzę, aby być w życiu zdrowym. W zeszłym roku spędziłem kilka tygodni w szpitalu zakaźnym, gdy po powrocie z Indii zdiagnozowano u mnie ropień wątroby amebowego pochodzenia. Niewiele brakowało do tego, a byśmy dziś ze sobą nie rozmawiali. Często o to zdrowie nie dbamy , bagatelizujemy tą kwestię, a przecież nie ma nic cenniejszego na tym świecie. Można mieć pasję, miliony na koncie, lecz gdy nie ma się zdrowia to na nic Ci te pieniądze, zainteresowania, lajki i fani. Mam wiele marzeń, staram się je realizować, żyć pełnią życia i cieszyć się z tego co mam. To chyba najcenniejsza cecha: umieć żyć pełnią życia ciesząc się tym co masz, ale potrafiąc jednocześnie sięgać po gwiazdy. Obym tego nigdy nie stracił…