pasja

Manufaktura Dobek & Stypińska podbijają Polski rynek designu

Manufaktura Dobek & Stypińska prezentuje wyselekcjonowaną kolekcję produktów eleganckich, wyrafinowanych w detalu, produkowanych ręcznie z najwyższej jakości materiału i realizowanych specjalnie dla klienta. Wszystkie modele zostały zaprojektowane w naszym autorskim atelier.

Wywiadu udzieli Oskar Dobek i Julia Stypińska

Skąd pomysł na stworzenie firmy Dobek & Stypińska Manufaktura?


J. S. Pomysł pojawił się dość prozaicznie – od bliskiej styczności z branżą wykończenia wnętrz i rynkiem artykułów wnętrzarskich. Mieliśmy przyjemność pracować przy kilku zaawansowanych projektach wykończeniowych i zauważyliśmy, że niewiele produktów spełnia nasze osobiste oczekiwania w sferze designu. Poznaliśmy wiele trendów, mieliśmy styczność z wieloma producentami i podjęliśmy decyzję, żeby spróbować swoich sił z własną wizją tego jak chcieliśmy wytwarzać, pakować czy dostarczać produkt. Nie chcieliśmy wyważać otwartych drzwi czy organizować jakiejś rewolucji – nasza wizja jest prosta i spójna – oferować produkty nieprzeciętnej jakości, zorientowane na klienta i jego gusta, wpasowujące się w światowe trendy oraz oferować poziom obsługi klienta, który pozostawia wyjątkowe wrażenia zakupowe.

Większość stolików kawowych wykonanych jest z desek z odzysku? Skąd pomysł na
wykorzystywanie materiałów z recyklingu?


O. D. Ten materiał święci obecnie tryumfy w światowym wzornictwie. Nie jest to jego pierwsze wykorzystanie – styl Mid-century Modern, z którego czerpiemy pełnymi garściami, stawiał właśnie na naturalność materiału, prostotę formy i związki z naturą. My osobiście również po prostu go lubimy! Ma w sobie niepowtarzalność, każda deska, mająca „na karku” nieraz 100 czy 50 lat, niesie ze sobą kawałek wyjątkowej historii. Nie ma dwóch identycznych. Poza tym dziś – w świecie wszechobecnego plastiku i podrzędnej jakości – nastawionej na masową konsumpcję, a nie na trwałość – taki materiał daje zupełnie nowe doznania, pozwala na chwilę zatrzymać się, odetchnąć czy popaść w zadumę nad historią przedmiotu, który trzymamy w rękach. Gdzie można to zrobić lepiej niż w zaciszu domu czy biura – tam gdzie nasze produkty mają swoje naturalne środowisko.

Czy klient, może złożyć indywidualny projekt i zmienić kolor lampy lub wielkość stolika?


J. S. Tak, oczywiście! Jesteśmy otwarci na potrzeby naszych klientów – ich indywidualny gust czy styl projektu, który realizują. Posiadamy dwa poziomy takiej indywidualizacji – pierwszy to miksowanie elementów z naszej kolekcji regularnej pomiędzy poszczególnymi produktami – jeżeli podoba nam się blat z jednego stolika i wykończenie ramy z drugiego to możemy stworzyć taką indywidualną kompozycję. Oferujemy także możliwość realizacji projektu zupełnie od podstaw – taki projekt jest oczywiście odpowiednio droższy, ale wymaga także od nas nieprzeciętnego zaangażowania w pozyskanie materiału czy ponoszenia ryzyka realizacji nie mającej żadnego odniesienia w dotychczasowych projektach – tworzymy wtedy coś zupełnie nowego, ale także i absolutnie niepowtarzalnego.

Wkrótce pojawi się nowa linia desek do krojenia. Z jakiego materiału będą wykonane
deski?


O. D. Rzeczywiście, deski do krojenia (wkrótce również tace do serwowania) to nasz najnowszy projekt – w tej chwili wypuściliśmy na rynek inauguracyjną serię 5 limitowanych sztuk (każda jest zupełnie inna i wyjątkowa) wykonanych z drewna orzechowego, a w ciągu najbliższych dni wprowadzamy do oferty stałej naszą deskę z drewna dębowego. Jeżeli klienci wyrażą takie zainteresowanie być może rozszerzymy paletę dostępnych gatunków drewna.

Jakim stylem Państwo się kierowali podczas projektowania kolekcji designerskich mebli?


O. D. Jak wspomnieliśmy nieco wcześniej, styl Mid-century Modern oraz styl skandynawski (oba funkcjonowały w podobnym okresie czasu) to nasz główny obszar zainteresowań wzorniczych. Bardzo bliskie są nam również idee Bauhausu – proste formy, związane ściśle z funkcją jaką mają spełniać produkty, a także przenikanie się funkcji projektanta, rzemieślnika i artysty.

Oprócz mebli, pasją Państwa są rajdy samochodowe. Skąd pasja do rajdów
samochodowych?


J. S. Rajdy samochodowe to sport, który uczy wytrwałości, pokory i jest wyjątkowo spektakularny dając ogromną dawkę adrenaliny. Rajdami od najmłodszych lat interesował się Oskar, nasz projektant i współzałożyciel studia. Potem zaraził cały zespół i w tej chwili jako Manufaktura wystawiamy sportowy samochód MINI COOPER (to prawdopodobnie jedyny w Polsce egzemplarz takiego samochodu przygotowany do rajdów, ale to temat na osobną historię 🙂 ) świetnie się bawiąc i spędzając aktywnie weekendy, integrując przy tym także cały zespół. Generalnie adrenalina, otwartość na nowe wyzwania i ciągłe poszukiwanie lepszych rozwiązań (tak charakterystyczne w rajdach samochodowych) to idee, które na co dzień przyświecają całemu naszemu zespołowi – dlatego właśnie rajdy i produkcja mebli tak świetnie się uzupełniają w naszym przypadku.

Czy trudno się projektuje meble, lampy?


O. D. To zależy od charakteru produktu – rynek meblowy w Polsce i na Świecie jest bardzo rozwinięty i zróżnicowany. Nasze kolekcje stanowią gatunek produkcji rzemieślniczej – stawiamy na proste formy, sprawdzone rozwiązania, współpracujemy z wykwalifikowanymi montażystami oraz dostawcami materiału posiadającymi certyfikaty. Podsumowując – największym wyzwaniem jest dla nas trafianie w gusta odbiorców i skuteczne spełnianie ich oczekiwań – wymaga to od nas stałego śledzenia trendów, analizowania rynku i wsłuchiwania się w opinie naszych klientów – to największa trudność, ale także ogromna przyjemność.

Co klienci mogą życzyć marce Dobek & Stypińska Manufaktura? 


J. S. Rozwoju brandu i poszerzania się grona pasjonatów dobrego designu w Polsce i na Świecie – jesteśmy częścią wielkiej społeczności i jesteśmy tym silniejsi, im silniejsza jest ta społeczność!

Więcej na:

https://sklep-ds-manufaktura.com/

uroda

Idealne na lato kremy naturalne do twarzy od marki Dies

Di-es to polska marka, która powstała z pasji do naturalnych zapachów. Warto podkreślić, że kosmetyki są skierowana dla osób z problematyczną skórą. Świetnym kremem nawilżającym będzie Malina, która sprawi, że nasza skóra będzie gładsza, jędrniejsza i idealnie rozświetlona. Krem wspaniale sprawdzi się w ciepłe dni, gdyż jego formuła szybko się wchłonie, a sok z aloesu pomoże nam pozbyć się wszelkiego zaczerwienienia i przyspieszy regenerację naskórka. Więcej o marce w wywiadzie z właścicielką marki Dominiką Stupak.

opakowania Dies

Skąd pomysł na stworzenie marki DI-ES kosmetyki naturalne?

Powód jest jak zwykle dość banalny. We wrześniu nie została mi przedłużona umowa w pracy. Lekko mnie to przyłamało, bo byłam pewna, że w końcu znalazłam prace marzeń (pracowałam jako wykładowca). Jednak nie było co się załamywać, godzina płaczu, wyzywania wszechświata i trzeba było szukać pracy. Poprawa CV i myśl gdzie ja mam wysłać te papiery? Co chce robić, gdzie, na jakich warunkach? Najbardziej chciałam kontynuować nauczanie ale we wrześniu ciężko znaleźć oferty. Wiedziałam, że do gabinetu już nie chce. Uwielbiałam zabiegi ale jest to praca niezwykle wymagająca, a ja potrzebuje być bardziej elastyczna i niezależna. Jestem osobą mocno określoną. I co tu zrobić… Kosmetyki od zawsze mi towarzyszyły. Kolejny banał trudna skóra, żmudne poszukiwania na rynku, studencki budżet. Znamy to na pamięć. Ale faktycznie zawsze uwielbiałam receptury, zawsze gdzieś mi to towarzyszyło, nawet moja praca mgr była na temat surfaktantów i ich wpływie na skórę. Stworzyłam więc preparaty do swojej skóry. Potem rodzinka, widząc efekty, zainteresowała się. No i padło zdanie “to mi też coś wymyśl”- Dominika uwielbia tworzyć! Także zaraz z pełną werwą miliony pytań: “jaki chcesz efekt, co lubisz, uczulenia…” i od razu pomysły w głowie, już byłam w innym świecie… No i historie się połączyły. “Dominika ale skoro masz tak dobre produkty to czemu ich nie sprzedać?”. Jestem strasznym stachołem. Przez 5 lat uczyli nas co można i jak, a czego nigdy przenigdy nigdy. Także nie chciałam wchodzić “na czarno”. Myślałam,
że to dużo zamieszania: badania, laboratorium, sprzęty, sanepid, cała papierologia laboratoryjna i księgowa…. I fakt jest tego ogrom! Ale skoro jestem bezrobotna, czy mam coś ciekawszego do roboty? I się zaczęło….

Czym marka Di-es wyróżnia się na polskim rynku?

Hm… rynek jest ogromny. Ciężko czymkolwiek się wyróżnić. Brak gliceryny w składzie to na pewno. Generalnie rzadko widziałam kosmetyki bez chlorku sodu czy gumy ksantanowej. A moja skóra tego nie lubi. Więc wzięłam alginat lub karagenian (zależy od produktu). Oprócz składu opakowania do kremów typu air-less, bez konserwantów. Ciężko było znaleźć sposób na produkcję, aby na pewno nie zanieczyścić kremu nawet najmniejszym czymś, próby były żmudne ale udało się. Kremy są czystsze niż łza, szczelnie zamknięte, a badania potwierdzają ich ważność przez rok, bez konieczności przetrzymywania ich w lodówce. Generalnie polecam wczytać się w składy, jestem z nich dumna. Chodziło o to, aby każdy składnik miał pozytywne działanie na skórę, bez zbędnych “wypełniaczy”. Zależy mi też, aby jak najmocniej żyć z naturą podczas tworzenia. Nie tylko jeśli chodzi o produkt ale całą otoczkę, która temu towarzyszy.

Dla kogo linia kosmetyków jest skierowana?

Każdy krem jest zupełnie inny. Przestrzał jest tak duży jak moja rodzina. Każdy krem ma swoją długą historię powstania. Mamy coś dla skóry w każdym wieku i w każdym stanie, mimo że oferta wydaje się być skromna. Jednak ciągle słyszę “A przydałoby się jeszcze…”. Także możecie mieć pewność, oferta będzie się powiększać w miarę wykonywania badań. Niestety badania trwają a w obecnym czasie i na nie trzeba dłużej czekać.

Czy trudno prowadzi się biznes internetowy w dobie pandemii?

Hm… ja jestem przykładem, gdzie nawet nie zdążyłam zacząć, a już mnie przystopowali…. Pod koniec lutego byłam w pierwszej zielarni i… koniec. Także jest ciężko. W internecie trudniej się przebić niż w sprzedaży bezpośredniej ale głęboko wierzę, że będzie dobrze. Mam o tyle łatwiej, że byłam nastawiona na walkę, tylko musiałam zmienić taktykę. Jak to zawsze powtarzam jak nie drzwiami to oknem, jak nie oknem to kominem. A jak nie mają komina to rozwalę ściany.

Jaki kosmetyk marki Di-es jest top of the top?

Ciężko powiedzieć. Jak już mówiłam każdy jest inny. Kakao kocham za zapach (jestem uzależniona od czekolady), szafran za to jakie cuda czyni na mojej skórze. Ciotki pokochały rokitnik, bo w końcu po ostrzykiwaniu nie mają siniaków. Mama się śmieje, że po kokosie okres jej powrócił (zbieg okoliczności oczywiście). Malina jest niezwykle uniwersalna, więc świetna na wyjazdy… W różnych punktach inne produkty schodzą. Ale jakbym miała postawić na jeden, który otworzył mi najwięcej drzwi, to zdecydowanie kakao. W zielarni wystarczyło pokazać kakao do przetestowania i już wiedziałam, że będę na półce. Pierwsze co to zapach, drugie konsystencja, trzecie uczucie pełnej pielęgnacji. Pamiętam moją pierwszą wizytę w zielarni. Pani była mocno sceptycznie nastawiona. Patrzyła jak się mnie pozbyć. Zostawiłam jej kakao i uciekłam. Po godzinie miałam telefon, że bierze 10 szt, bo jest zachwycona. Jej klientki pytały “co to za zapach”, a po rozsmarowaniu na ręce chciały od razu brać. Tylko przyszły czasy jakie przyszły.

szafran

Wiele kobiet ma problem z dobraniem odpowiedniego kosmetyku do rodzaju swojej cery. W jaki sposób najlepiej dobrać taki kosmetyk?

To jest bardzo trudne. Ja szukałam 2 lata i ostatecznie zrobiłam swoje, ale były to też inne czasy (ok 10 lat temu). Po prostu obserwowałam co tej mojej skórze nie pasuje, czego muszę unikać. I chyba właśnie na tym to polega. Znajdźmy winowajców i nasze perełki. Dla każdego to będzie coś innego. Nie zniechęcajmy się po nieudanych próbach, wbrew wszystkiemu jest to piękna przygoda. Określmy naszą skórę. Nadajmy jej typ, podtyp. Sprawdźmy czego nie lubi, a bez czego nie może się obyć. I najważniejsze bądźmy szczerzy ze sobą. Czy oczyszczam dokładnie skórę (zwłaszcza wieczorem, zwłaszcza kiedy noszę makijaż), czy wykonuję peeling chociaż raz z tygodniu, czy robię maseczki, czy kremuję się rano i wieczorem. I te “drobnostki”, o których często zapominamy: czy myję regularnie pędzle do makijażu, czy wycieram twarz ręcznikiem jednorazowym lub regularnie wymieniam ręcznik, który jest TYLKO do twarzy… itd itp…. To wszystko ma znaczenie. Wybierając produkty róbmy to świadomie. Wiadomo nie możemy znać się na wszystkim, więc nie bójmy się szukać pomocy. Zachęcam do kontaktu z nami przez fb. Tam, po wywiadzie, będziemy walczyć, aby uzyskać odpowiedni cel.

Czy można gdzieś stacjonarnie zakupić kosmetyki marki Di-es? Jeśli nie, czy planują Państwo taką sprzedaż?

Można, jednak na razie rynek jest dość mocno ograniczony. Głównie jesteśmy w Lubinie, mieście obok naszej siedziby. Udało nam się też z Wrocławiem i Głogowem jeszcze przed pandemią. Naszym celem miały być zielarnie niestety czas. Ale skoro powoli ma być lepiej, wrócimy i do tego planu.

Co my klienci możemy życzyć firmie Di-es?

Wielu nowych pomysłów. Aby oferta mogła się poszerzać.

 

Znajdziesz markę Dies na Facebooku:

https://www.facebook.com/dies_kosmetykinaturalne-110729797118754/

Dzieje się

Piękne fotografie gwiazd na wystawie utalentowanej Kat Piweckiej

2 marca w Eva Park Konstancin-Jeziorna odbyło się niezwykłe wydarzenie: wernisaż fotograficzny Kat Piweckiej. Uczestnicy wystawy byli zachwyceni wyjątkowymi ujęciami, w jakich niezwykła Autorka uchwyciła znane i podziwiane kobiety.

0001-20-KAT-PIWECKA-stopka-notka

Kat to fotografka oraz dziennikarka podróżnicza, która w tym roku świętuje 10-lecie pracy twórczej. Przez wiele lat podkreślała na fotografiach piękno kobiet, które były dla niej olbrzymią inspiracją. Szczególnie bliska jej jest fotografia społeczna. Pokazuje za pomocą zdjęć ważne tematy i problemy dotykające innych ludzi. Stworzyła cykl portretów Amazonek „The Beauty and The Breast”, który miał swoją premierę na Starym Rynku w Poznaniu, a następnie był prezentowany w Sejmie RP oraz w Parlamencie Europejskim w Brukseli. Jej pasją jest również fotografia podróżnicza. Zwiedza i fotografuje najdalsze zakątki świata oraz prowadzi bloga podróżniczego FOTOGRAFKA W PODRÓŻY  www.fotografkawpodrozy.pl

W poniedziałek Kat Piwecka, po dziesięciu latach pracy jako fotograf, celebrowała dotychczasowe sukcesy. Wydarzenie odbyło się w pięknym kompleksie Eva Park Park Life & Spa w okolicznościach przyrody Parku Zdrojowego im. hrabiego Witolda Skórzewskiego w Konstancinie-Jeziornie. Całe wydarzenie poprowadziła Dorota Michałowska, polska prezenterka, dziennikarka oraz blogerka.

W cyklu sesji zdjęciowych #photographedbyKatPiwecka przed obiektywem stanęło ponad 40 gwiazd, z których znakomitą większość można było zobaczyć podczas tego wydarzenia.  Kat Piwecka to fotografka, która w cudowny sposób umie podkreślić piękno każdej kobiety! Z każdego portretu emanowała kobieca zmysłowość i energia.

Sportretowane zostały między innymi: Helena NorowiczTamara ArciuchAnita SokołowskaJoanna Jabłczyńska,Agnieszka KawiorskaAnna SkuraDorota GardiasBeata PawlikowskaKamila KamińskaKatarzyna Pakosińska,Katarzyna ZdanowiczAnna DecAnna LucińskaAnna KalczyńskaJoanna SydorKatarzyna DąbrowskaPaulina HoltzAnna JędrzejowskaBeata SadowskaIliana Ramirez oraz Kamila Rowińska.

Fotorelację z wydarzenia przygotowała Agencja Fotograficzna AKPA.

Zdjęcia do pobrania i publikacji znajduje się w linku:

https://we.tl/t-nbggVZQLzo

To był wspaniały, wspólnie spędzony czas, za który serdecznie dziękujemy:)

Wracamy do niego pamięcią dzięki krótkiej relacji filmowej, którą przygotowaliśmy dla Państwa:

https://bit.ly/39ziXCt

Obecnie pracuje nad książką – fotoalbumem o Portugalii „In Love With Portugal”, która ukaże się w 2020 roku w Polsce i Portugalii.

Partner główny wydarzeniaCewe – producent fotoksiążek i fotoobrazów www.cewe.pl.

Partnerzy: Eva Park Life&SPA; PIKA; Boles d’olor Polska; Affect Cosmetics; PAREO & JULIET; Touch of Art Permanent Beauty; Zisou; 

Elfa Pharm Polska; Gift of Nature Cosmetics; NATALIA ANTONIESKA ART; DepilConcept Polska; Żywiec Zdrój; DuoLife POLSKA; Glamoursy; Flowerdise.

Patroni medialni: Kosmetyczna Mapa Warszawy; Tygrysy Biznesu; Anywhere; DM Beauty; Hipoalergiczni; Living Room; Fashion and Style.

Ludzie z Pasją

Brown House & Tea idealne zestawienie na zimowe dni

Brown House & Tea sięga po produkty Ziemi i nie stosuje sztucznych aromatów. Herbata może być bardzo szczodra dla ludzkiego organizmu, warunkiem jest jej pochodzenie, jakość oraz odpowiednie parzenie. Za autentycznym smakiem kryje się coś znacznie ważniejszego: zdrowie. Przemysłowa uprawa i obróbka liści redukuje zdrowotne właściwości herbaty. Czy w dobie dostępności do wszelkich ulepszaczy, można się napić prawdziwej herbaty bez zbędnych dodatków. Można!

herba

Fot.: własność Brown House & Tea (liście czarnej herbaty i róże)

 

Skąd nazwa i pomysł na herbaciany biznes?

Pomysł przyszedł naturalnie. Zaczęło się od tego, że kiedyś wcale nie lubiłam herbaty. Wiele czytałam o jej zdrowotnych właściwościach i to mnie przekonało. Problem pojawił się podczas poszukiwań prawdziwej, naturalnej herbaty. Zależało mi na jej autentycznym smaku, a nie na aromatach i barwnikach. Na sklepowych półkach nie miałam czego szukać, więc zaczęłam rozglądać się po świecie, poznawać źródła. W kuchni czajnik chodził wtedy na okrągło, a w całym domu pachniało ziołami i herbatą. Kończył się chleb, kończyło się masło, ale herbaty zawsze było w dostatku. To był fajny, zwariowany czas.

Z nazwą pomogła mi rodzina. Było wiele pomysłów, tyle ile głów, a w mojej rodzinie, głów jest sporo. W końcu, wspólnie uznaliśmy, że przecież opakowanie jest jak dom dla herbaty. Trochę w nim pomieszka zanim do kogoś trafi. No i jest brązowe 🙂

Czy można powiedzieć, że marka Brown House & Tea jest Eko?

Tak, to najbardziej trafne określenie. Posiadamy Europejski Certyfikat Bio, nadany nam w Polsce. Wszystkie nasze surowce są organiczne, czyli pochodzą z upraw ekologicznych, są więc całkowicie wolne od pestycydów i innych sztucznych środków ochrony roślin. Ale to nie wszystko. Z ekologią poszliśmy o krok dalej niż inni. Nasze surowce uprawiane są na małych, rodzinnych plantacjach, na których wyznaje się zasadę Fair Trade. Część z nich rośnie dziko, w ogrodach permakulturowych, gdzie niezachwiany jest naturalny ekosystem całego otoczenia. To naprawdę piękna sprawa, cieszę, że możemy być jej częścią.

Naszą eko herbatę również zapakowaliśmy w eko opakowania, które z wyglądu przypominają inne dostępne na rynku, lecz różnią się od nich pod każdym względem. Zrobione są z eko papieru, pochodzą z recyklingu, nie zawierają plastiku, są bezpieczne dla naszego zdrowia i herbaty, a przede wszystkim są biodegradowalne.

Herbata to cudowny napar szczególnie w chłodne wieczory – świetnie się sprawdza. Tylko jak prawidłowo zaparzyć herbatę, bo mam wrażenie że często zalewamy herbatę od razu jak woda się zgotuje?

I to wcale nie jest zły sposób, o ile zalewamy herbatę czarną lub ziołową. Temperatura parzenia herbaty jest bardzo ważna i waha się od 75-95 stopni, w zależności od jej rodzaju. Wrzątkiem polecałabym zalewać zioła, natomiast, gdy parzymy czarną herbatę odczekajmy chociaż pół minutki po zagotowaniu wody. Najczęstszy błąd popełniamy przygotowując zieloną herbatę, której temperatura parzenia to 75-80 stopni. Zdarza się to często np. w kawiarni, gdy dostajemy herbatę, która już się zaparza. Nie wiemy, kiedy i jaką wodą ją zalano. Zieloną herbatę parzy się krótko, 2-4 minut więc często pijemy prze-parzoną. Jest po prostu niesmaczna i najpewniej pozbawiona swoich zdrowotnych właściwości. Zwracajmy uwagę zarówno na temperaturę, jak i na czas parzenia herbaty.

Oprócz herbat na stronie znajdziemy napary ziołowe. Jakie właściwości dają nam napary ziołowe?

Zioła są cudowną alternatywą dla suplementów diety, czy nawet niektórych leków. Oczywiście trzeba je mądrze dobierać i być konsekwentnym, regularnie je spożywać, wtedy na pewno zobaczymy pozytywne zmiany w naszym organizmie. My polecamy Yerba Mate lub Rooibosa, w zależności od potrzeby. Obie pomagają w trawieniu, zawierają drogocenne antyoksydanty i minerały. Dodatkowo napar z Yerba Mate poprawia krążenie krwi, działa pobudzająco i regenerująco. Zdrowy i pyszny zamiennik kawy.

herba2

Jakość i pochodzenie oraz zapach i skład na to najczęściej zwraca uwagę klient. A skąd pochodzenie herbat i czym wyróżnia się Brown House & Tea?

Bardzo cieszy mnie fakt, że, ogólnie, rośnie w nas świadomość tego, co pijemy oraz jemy. Składamy się z tego, co spożywamy, więc dbanie o siebie jest jak najbardziej usprawiedliwione 🙂 Herbata może być naszym wiernym kompanem w troszczeniu się o siebie i bliskich. Wybierajmy rozsądnie, zwracajmy uwagę na skład i pochodzenie – już samo to dużo powie nam o jej jakości. Nasze herbaty i zioła pochodzą z upraw ekologicznych, mają prosty skład, bez ulepszaczy smaku, bez aromatów. Ich smak i zapach jest autentyczny, jak natura dała :).

Czy trudno w Polsce jest prowadzić herbaciany biznes?

Jeszcze nie wiem:) Jesteśmy na tym rynku od niedawna, lecz mam wrażenie, że przyjął nas dość życzliwie. Za co jestem bardzo wdzięczna. Zależy mi jednak, aby kierować nasze herbaty bardziej w stronę zdrowej, nieprzetworzonej żywności. Dziś wszystko zalane jest chemią. Dosłownie. Plastik wkradł się nawet do herbacianych torebek- taka informacja niedawno obiegła świat. To straszne. Pamiętam, że dostałam wtedy wiadomość od zaniepokojonej koleżanki z dzieciństwa z zapytaniem, czy nasze herbaty są liściaste, bo jeśli tak, to kupuje, a swoje wyrzuca 🙂 I tak zrobiła, miała tylko kłopot, gdzie te stare wyrzucić.

zielona-i-kurkuma

Wydaje mi się, że najtrudniej jest kupić owocową herbatę. Producenci głównie działają na żurawinie albo na substancjach koloryzujących. Czy według Pani jest to spowodowane?

Zgadzam się. Jeśli mamy ochotę na herbatkę owocową, zróbmy ciepły kompot i dolejmy do niego zaparzoną, mocną herbatę. Możemy również dodać do gorącej herbaty syrop owocowy. Herbatki owocowe prawie zawsze zawierają aromat, sztuczny lub tzw. naturalny, który często powstaje w laboratorium. Jest on niezbędny, aby przebić się przez smak często niskiej jakości herbaty. Owocowy smak jest więc trochę oszukany, ponieważ niekoniecznie pochodzi od owoców, których często jest w niej sporo, są kolorowe i duże. Warto wiedzieć, że aromaty mogą być szkodliwe. Mam taki przypadek w rodzinie: dziewczynę mocno uczuliła właśnie żurawinowa herbatka, która, jak się okazało, zawierała aż dwa aromaty. To taki wyjątkowy przypadek, ale jak widać bardzo realny. Spotkałam się raz nawet ze zwykłą zieloną herbatą, która zawierała aromat, niestety nie podano jaki. My przed dodawaniem aromatów bronimy się jak przed ogniem. Nasze herbaty są autentycznie smaczne, nie ma potrzeby ich perfumować 🙂 Czytajmy uważnie składy na etykietach, to jedyny ratunek. Nie dajmy się oszukać.

Co mogą życzyć klienci marce Brown House & Tea?

Aby było nas coraz więcej. Niech z dnia na dzień rośnie w nas świadomość zdrowego stylu życia. W miarę możliwości, wybierajmy dobre produkty, zastanówmy się nad zakupem, przeczytajmy etykietę i zdecydujmy. Zacznijmy powoli, od drobnych rzeczy, by zapał rósł równomiernie 🙂 Pozdrawiam wszystkich świadomych i świadomych „to be”.
Więcej na:
Moda

HOHO polska marka z Milanówka, która powstała z pasji do butów

HOHO to polska marka, która powstała z miłości do butów.  Właścicielką HOHO jest Kamila, która jest prawdziwą artystką z głową pełną pomysłów. Wśród zieleni w Milanówku znajduję się pracownia HOHO. Marka wyróżnia nietuzinkowym stylem i indywidualnym  podejściem  do klienta. To wszystko sprawia, że model butów zostaje stworzony pod wymiar i wygodę twoich stóp.

Bez nazwy-2

Skąd pomysł na nazwę i markę  HOHO?

Przez wiele lat realizowałam z sukcesem różne projekty, które dawały mi poczucie satysfakcji. Tylko i aż tyle (śmiech). Ale tak naprawę czułam, że niezupełnie spełniam. Mam bowiem niespożyte pokłady energii, którą uwielbiam się dzielić. No i jedną z moich słabości są buty. Nadszedł w końcu dzień, kiedy zrozumiałam, że przecież mogę zrobić wszystko, co sobie wymyślę! A chciałam projektować i szyć buty, które spełnią moje i innych marzenia. Ukończyłam profesjonalny kurs i wyszłam podbijać serca kobiet z moimi butami, że HOHO! A nazwa? To gra słów! Mówimy „Oh!”, kiedy nas coś zaskoczy czy zachwyci, prawda? A „Ho, ho!, gdy wyrażamy uznanie. Ta przekorna zabawa wyrazami jest kwintesencją tego, co mną kieruje: radość, uśmiech, dobry nastrój, ciepłe relacje i… momentami szalone pomysły!

Buty marki HOHO są  robione ręcznie. Jak długo trwa taki proces i od
czego to zależy?

Początek jest w mojej głowie. Czasami zalążki koncepcji drzemią we mnie miesiącami, by objawić się w najmniej oczekiwanym momencie. Bywa też, że przychodzi myśl, a w ślad za nią od razu projekt. Potem następuje etap trudny, wymagający potężnej wiedzy, jaką z całą pewnością posiadają współpracujący ze mną szewcy. Rodzi się but! Prototyp jest udoskonalany, aż znajdzie akceptację i wówczas taki model pokazuję światu. Nie szyjemy
butów, by spały znudzone na półkach. One są tworzone zawsze od kawałka skóry – na wyraźne życzenie nowej właścicielki. Proces trwa zatem nawet do 2 tygodni i zależy przede wszystkim od kolejki zleceń. Tak czy inaczej – zawsze szyjemy go ręcznie.

Buty HOHO wyróżniają się na rynku. Czy można powiedzieć, że te buty HOHO
są dla odważnych kobiet?

Oczywiście! Ale też dla wszystkich pań, które cenią sobie indywidualne podejście i niekonwencjonalne wzornictwo. Ręcznie szyte buty z naprawdę wysokiej jakości skóry są bardzo wygodne, dopasowują się do stopy,  zaprzyjaźniają się z „nosicielką”. A zatem najchętniej powiedziałabym, że buty HOHO są dla kobiet, które cenią komfort i krótkie serie, gwarantujące wyróżnienie się z tłumu butów produkowanych masowo.

56649391_1238825812957770_1971656001958445056_nNa zdjęciu: właścielka marki HOHO, Kamila Woźniak

Czy trudno wśród tylu marek na polskim rynku się wybić?

Najpewniej wiele zależy od koncepcji i grupy docelowej. W przypadku HOHO odbiorcami są kobiety, które potrzebują oryginalnych, wygodnych butów. Bez wątpienia jest to zatem ogromny potencjał klientek. Dla mnie siłą napędową są kobiety, które kupują buty HOHO i potem wracają po kolejne pary, przyprowadzając innych zainteresowanych. Warto inwestować czas i środki, by zapracować sobie na tak wspaniałe chwile i tak cenne rekomendacje.

Czego najczęściej poszukują klientki?

Klientki HOHO są świadome swoich wyborów i potrzebują przede wszystkim czegoś unikatowego. Nie chcą, co dla mnie osobiście jest zrozumiałe, nosić tego, co tysiące innych pań. Szukają butów, które pasują do ich charakteru, stylu pracy. Ale też do kształtu stopy, bo przecież w HOHO szyjemy także, zdejmując miarę. Drugą, równie solidną grupą są klientki stawiające na jakość, którą im zapewniamy.

Wiele kobiet boi się zakładać własny biznes, czym według Pani jest to
spowodowane?

Myślę, że to zjawisko dotyczy każdego, bez względu na płeć, wiek czy doświadczenie. Według mnie zniechęcenie wynika przede wszystkim z obawy o rentowność i płynność finansową. Mając rodzinę i zobowiązania ciężko jest wykonać pierwszy krok w drodze po spełnienie marzeń. Ale plany związane z pasją warto realizować, ponieważ ładują wspaniałą energią, dają radość i wywołują efekt „wow!”. Jeśli projekt jest dobrze
przygotowany, pojawi się też satysfakcja na płaszczyźnie finansowej.

72764100_1377171065789910_3930691457265958912_n (2)

Buty są  niezwykle ważne w stylizacji, na co powinnyśmy zwracać uwagę
dobierając buty do stylizacji?

Wyłącznie na dobre samopoczucie! Wszelkie konwenanse, nakazy, wytyczne są w moim odczuciu sporym ograniczeniem, z którym się nie lubimy (śmiech). Bo ja chcę czuć wolność! Swoim modelkom nakładam czasami kolorowe skarpetki do klasycznych szpilek, bo uważam, że najważniejsza jest dobra zabawa i uśmiech. Buty HOHO pozwalają na afirmację życia, na podkreślenie swojej osobowości. Bywają w stylizacji wspaniałym uzupełnieniem lub stoją do niej w kontrze. I zawsze jest dobrze, jeśli
tylko kobieta nosi je z radością.

Czego klientki HOHO mogłyby życzyć marce?

Siebie samych! (śmiech). Serdecznie zapraszam do kontaktu ze mną. Porozmawiajmy o priorytetach, o marzeniach… Zapraszam do Milanówka na dobrą kawę, gdzie można zobaczyć mój warsztat i zobaczyć, jak powstają ręcznie szyte buty dla kobiet.

Więcej na:

https://hoho.sklep.pl/