Moda

O pasji do biznesu w świecie modnej Polki. Anna Hajnosz modowa bizneswoman

Jak sama twierdzi: Nie podążam ślepo za modą. Mamy mnóstwo sieciówek gdzie możemy ubrać się modnie. Anna Hajnosz pochodzi z Ostrowa Wielkopolskiego. Do własnego biznesu przekonywała się latami lecz się udało. Dodatkowo zaraża swoim modowym światem innych.

20190714_095615Fot.: Własność firmy Good Look, na zdjęciu właścicielka firmy Anna Hajnosz

Skąd pomysł na biznes?

Tak naprawdę dojrzewałam do decyzji o otwarciu własnego interesu latami. Brakowało mi tylko  odwagi i przysłowiowego kopa. Tutaj momentem przełomowym by la rozmowa z koleżanką, która mieszka w Londynie od kilku lat i pracuje w branży modowej. Przekonała mnie. że nadaję się do tego jak mało kto i obiecała, że mi pomoże.

Czym wyróżnia się marka na rynku ?

Zgadzałyśmy się od początku, że głównym założeniem marki Good Look mają być pojedyncze egzemplarze. Żadna z nas nie lubi spotkać na tym samym przyjęciu dwóch innych pań w identycznej stylizacji. Dlatego unikamy powtórek. Cały asortyment przyjeżdża z Londynu. Firmy u których się zaopatrujemy współpracują z dostawcami z Włoch i Francji więc myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. Mamy w ofercie rzeczy na każdą okazję. Prym wiodą suknie eleganckie, stonowane ale przede wszystkim te ” z pazurem ” bo nasz klient to klient, który lubi bawić się modą, eksperymentować. Jest mi bardzo miło kiedy klientka wraca po „premierze” kreacji  zadowolona pomimo, że nie była do końca przekonana kiedy ją zapewniałam, że wygląda zjawisko. Słowa ” Miała Pani rację, czułam się komfortowo i otrzymałam mnóstwo komplementów…”. utwierdzają mnie w przekonaniu, że robię to co kocham.

20190714_112033Fot.: Własność firmy Good Look, na zdjęciu wystawa z kolekcjami marki

Wiele kobiet czerpie inspiracje z magazynów modowych czy od fashionistek. A kto lub co inspiruje Panią przy wyborze kolekcji?

Nie podążam ślepo za modą. Mamy mnóstwo sieciówek gdzie możemy ubrać się modnie. Tutaj chodzi o to żeby ubrać się niebanalnie i czuć się nadal sobą, nikogo nie udawać czy naśladować, bo wtedy będziemy się czuły przebrane a nie ubrane.

Można stwierdzić, że Good Look jest marką dla każdej kobiety. A czy prowadzą Państwo sprzedaż internetową ?

Staramy się, żeby klient był zadowolony bez względu na wiek i rozmiar. Oczywiście prowadzimy też sprzedaż internetową. Jednak głównym odbiorcą jest klient stacjonarny. Chciałabym tutaj serdecznie podziękować stałym klientkom za zaufanie i najlepszą reklamę.

Moda

Piotr Ciepał o pasji i byciu kolorowym projektantem mody

Piotr Ciepał swój pierwszy projekt uszył w wieku 14 lat, choć miał wiele pomysłów na siebie, projektowanie mody to jego największa pasja. Z zawodu jest kaletnikiem-czeladnikiem, a swoje projekty rysuje z głowy. Projektant z Częstochowy jest znany na warszawskich salonach show biznesu. Jego projekty noszą m.in. Karolina Motylewska, Teresa Wener i kandydatki Miss Polonia.

piotr ciepał

Na zdjęciu projektant Piotr Ciepał

1. Jak zdefiniował byś pasje?

Hm… Pasja? Dla mnie to coś co człowieka bardzo interesuje,  poświęca czas, często o tym myśli, właściwie jest to „coś” co na co dzień mi towarzyszy.  Nie wiem czy da się żyć bez pasji? Dla jednych to może być czytanie książek czy zbieranie znaczków, kino itd. Dla mnie pasja była i jest moda, tak właściwie to moda jest moja pasją i życiem.

2. Od kiedy wiedziałeś że projektowanie mody to jest to co chcesz robić?

Tak właściwie to nie ma takiego jednego momentu, że stwierdziłem teraz będę projektantem. Myślę, że to siedzi w człowieku od zawsze, tylko droga do tego może być zróżnicowana. W moim przypadku były plany na szkołę plastyczna w Częstochowie, potem fryzjerstwo, czyli od początku kierunki twórcze w końcu trafiłem na kaletnictwo. Z zawodu jestem kaletnikiem-czeladnikiem tak to się nazywało i nazywa do tej pory. Jednocześnie zawsze mnie gdzieś ciągnęło do ubrań, wymyślanie, tworzenie i szycie. Potem przez różne perypetie życiowe trafiłem do zakładu krawieckiego i tak poszło dalej, kształcenie się w tym kierunku, zdobywanie wiedzy i praktyki w tym zawodzie. Tak zostałem szyjącym projektantem. Niestety nie każdy projektant potrafi szyć, a powinien bo zna wtedy podstawy pracy z tkaniną.

3. Co jest najtrudniejsze w byciu projektantem?

Szczerze to nie wiem,  każdemu może sprawiać co innego trudność. Jeżeli się kocha to co się robi to chyba nie ma trudności? Czasami coś się wymyśli i może się pojawić jakiś problem z konstrukcją bardziej techniczny jak to uszyć niż projektowania. Osobiście rzadko robię projekt w formie szkicu, raczej to co urodzi się w głowie przenoszę od razu na tkaninę i szyje, czasem wyjdzie od razu, a czasem po kolejnym razie. Dlatego twierdze, że każdy projektant powinien umieć szyć choć w podstawowym stopniu.

4. Czy pamiętasz swój pierwszy uszyty projekt i co to było?

Tak dokładnie nie pamiętam. Biorąc pod uwagę że moja babcia Helena była krawcową i szyła wspaniałe rzeczy to maszyna i szycie było takie naturalne. Jak próbuje sobie przypomnieć to są dwie rzeczy, jedna to koszula i płaszcz przeciwdeszczowy, ale który był pierwszy? Nie pamiętam. Oczywiście babcia podpowiadała jak szyć, ale ja chciałem po swojemu ale jakoś się udało uszyć, takie były pierwsze kroki a miałem wtedy 14 lat.

5. Czy trudno jest pogodzić życie prywatne z zawodowym?

W moim przypadku życie zawodowe przeplata się z tym prywatnym. To jest chyba ta pasja, nie potrafię tak całkiem tego rozdzielić. Mimo że to się tak przeplata jedno z drugim to jakoś to współgra.

motylewska 1 Karolina Motylewska w białym garniturze – projekt Piotr Ciepał

6. Twój projekt nosiła na gali dziennikarzy Karolina Motylewska -piękny biały garnitur.Czy trudno sie szyje dla osób polskiego show biznesu?

Przede wszystkim każdy klient jest dla mnie ważny, nie zależnie czy to osoba z show biznesu czy „pani z warzywniaka „. Karoline znam już kilka lat i się przyjaźnimy, wiec na pewno jest łatwiej. Garnitur został stworzony specjalnie dla Karoli i było wcześniej kilka projektów zrobionych z myślą o niej. Można te rzeczy zobaczyć na mojej stronie http://www.piotrciepal.pl/. Po za Karoliną Motylewską , ubieram od kilku lat piosenkarkę Teresę Werner, razem z Agnes Wuyam ubieraliśmy Dominikę Zamarę. Powiem tak- zawsze zaprojektowanie stroju, czy to na wielką gale, czy na scenę to inne wymagania, ale każda taki projekt to wyzwanie, a ja lubię wyzwania.

7. Szykuje się u Ciebie pokaz mody w Nysie 8 marca. Jaką kolekcję pokażesz na modelkach?

Tak już 8 marca będzie najnowszy pokaz na gali Piękna i Bestia w Nysie. Jest to akcja wspierająca kobiety z problemami onkologicznymi, pokazanie że mimo problemów ze zdrowiem każda kobieta jest piękna, silna i walczy aby pokonać bestie w postaci choroby. Jak tylko mogę wspomóc takie, czy inne akcje staram się pomagać. Co do kolekcji będzie kobieca kolorowa i letnia w związku z tym że już nie długo wiosna i potem lato. Natomiast już 30 marca będzie kolejny pokaz i nowa kolekcja wieczorowa w Bielska-Białej na wyborach Miss Polonia na oba pokazy bardzo serdecznie zapraszam będzie bardzo ciekawie to gwarantuje.

8. Czego mogę Tobie życzyć w nowym roku ?

Myślę że pomysłów na dalsze pokazy, pielęgnowania wyobraźni  i to co najważniejsze to zdrowia, bo gdy ono dopisuje to całą resztę się jakoś ogarnie.

Ludzie z Pasją

Marta Bocheńska-Pachuta o nieruchomościach i równowadze

Marta Bocheńska-Pachuta pochodzi z Poznania, studiowała na Uniwersytecie Ekonomicznym, po studiach długo pracowała w finansach. Od kliku lat prowadzi firmę  Baransu (www.baransu.pl), gdzie łączy swoją wiedzę o finansach i inwestowaniu z pasją tworzenia pięknych i funkcjonalnych wnętrz. W wolnych chwilach podróżuje i spędza czas z rodziną. Z pewnością pasją Marty jest jej praca, której się poświęca się w 100%.

profiloweFot. Justyna Radzymińska, na zdjęciu Marta Bocheńska-Pachuta

Czym jest dla Ciebie pasja i jakie pasję masz?

Oj…. ja mam bardzo dużo pasji w swoim życiu. Z prywatnych to na pewno podróże, staram się wykorzystywać każdą wolną chwilę na odkrywanie świata, a przez to też siebie. Podróże inspirują mnie do działań zawodowych – to takie ładowanie baterii. Moją pasją zawodową są nieruchomości, ponieważ w wielu aspektach można podejść do tematu. Niezwykłe jest to że w nieruchomość to historia budynku, można ją podkreślić, ale też można zmienić  koncepcję na bardziej nowoczesną. Bardzo często jest tak, że ludzie mieszkanie na wynajem traktują tak po macoszemu- najtańsze meble, bo to na wynajem. Teraz czasy się zmieniły klient chcę mieć wyższy standard mieszkania. W dobie Internetu mamy teraz dostęp do ogromnej bazy mebli, materiałów i więcej możliwości w wyposażeniu wnętrz za niewielkie pieniądze.

A czym jest home staging ?

Home staging polega na przygotowaniu nieruchomości do sprzedaży bądź do wynajmu. Celem takiego przygotowania jest podniesienie wartości nieruchomości i przyspieszenie sprzedaży lub wynajmu. Badania na rynku amerykańskim skąd wywodzi się home staging pokazują, że nieruchomość sprzedaje się średnio o 40% szybciej osiągając cenę nawet o 10% wyższą. Nasze doświadczenie na polskim rynku również pokazuje dużą skuteczność home stagingu.

Prowadzisz firmę pod tajemniczą nazwą Baransu. Czym jest Baransu?

W Baransu wspieramy swoich Klientów w skutecznym przeprowadzeniu inwestycji w mieszkanie na wynajem w Warszawie. Obecnie rynek nieruchomości w Warszawie można porównać do dżungli w której łatwo się zagubić. Baransu po japońsku oznacza równowagę lub harmonię – to nasza filozofia i sposób na życie, tak też realizujemy nasze projekty. Wierzymy, że stabilizacja i niezależność finansowa w długim okresie pomaga w osiągnięciu harmonii życiowej. Nasi Klienci to osoby, które chcą inwestować w nieruchomości, a nie mają wiedzy i czasu do prowadzenia takich projektów.  Bazując  na wypracowanych najlepszych praktykach oferujemy całościowe przeprowadzenie projektu inwestycyjnego, oszczędzając czas Inwestora i jego pieniądze.

Czy z perspektywy czasu warszawiacy chcą coraz częściej zmian w swoich mieszkaniach?

Zdecydowanie mamy teraz do czynienia z boomem na rynku. Klienci wiedzą czego chcą, jakich zmian, tylko nie do końca wiedzą jak się do tego zabrać. Warszawa niesamowicie się rozwija, sporo osób decyduje się na kupno mieszkania pod inwestycję lub wynajem. Uważam, że media też bardzo wpłynęły i pokazały ludziom w jaki sposób mogą zmienić swoje mieszkanie. Z drugiej strony rosną też wymagania wynajmujących, którzy też chcą mieszkać w pięknych, funkcjonalnych wnętrzach. Dlatego coraz ważniejsze jest oferowanie wysokiego standardu wykończenia w mieszkaniu na wynajem.

DSC_1689(1)Fot.: Paweł Martyniuk (Fotownętrza), na zdjęciu mieszkanie na wynajem na warszawskiej Pradze

A jakie błędy najczęściej popełnią warszawiacy podczas kupna bądź sprzedaży mieszkań?

Najczęściej to brak tego  home stagingu o którym wspominałam wcześniej. Trzeba pamiętać, że podczas sprzedaży bądź wynajmu mieszkania warto pokazać bardzo dobre zdjęcia. Bardzo ważna jest również estetyka wnętrza, porządek, nie zapominając przy tym o przytulności i cieple.

Czego mogę życzyć Marcie Bocheńskiej-Pachuta?

Cudownych Klientów, ciekawych projektów, a jednocześnie wolnego czasu dla rodziny, przyjaciół i ciekawych podróży. Ważne, aby znaleźć balans, równowagę i pogodzić życie prywatne z zawodowym.

Pasja gwiazd

Dawid Skrzypczak o swojej pasji do muzyki

Dawid Skrzypczak urodzony na Dolnym Śląsku w miejscowości Koskowice. Muzyk lubiący wyzwania muzyczne, zdolny, ambitny i przystojny. Podróżuje z programem  muzycznym „Śladami Artystów Piwnicy pod Baranami”

fot. S. Wnek.jpgFot. Sebastian Wnek, na zdjęciu Dawid Skrzypczak

Czym  jest dla Ciebie pasja?

Pasją dla mnie jest to co robię w każdej mojej wolnej chwili, czyli śpiewam. Sprawia mi to ogromną przyjemność, a tym samym daje dużo satysfakcji. Oprócz tego na co dzień jestem doktorantem na Politechnice Wrocławskiej. Nie jest to łatwe, ale staram się pogodzić realizację pracy doktorskiej z rozwijaniem pasji.  Chciałbym żeby z czasem moja pasja mogła zająć większą część mojego życia.

Czemu wybrałeś drogę muzyczną?

W zasadzie to z muzyką zacząłem mieć do czynienia przez zupełny przypadek. Zapisałem się do scholi dziecięcej w miejscowości, z której pochodzę (Koskowice). Tam po raz pierwszy zaśpiewałem. Później duża schola przekształciła się w mały zespół muzyczny, nad którym czuwał znakomity muzyk i aranżer Paweł Lenar. Od tamtego czasu to właśnie z nim współpracuję.

Występujesz na  wielu wydarzeniach kulturalnych, czy miewasz tremę?

Mimo tego, że występów zarówno przed małą jak i przed dużą publicznością miałem już sporo to i tak przed każdym następnym jest trema. Na szczęście nie trwa ona długo i w momencie kiedy jestem już na scenie i „robię swoje” to zupełnie o niej zapominam.

Otrzymałeś nagrodę na festiwalu międzynarodowej piosenki francuskiej, zająłeś trzecie miejsce- pamiętasz tą chwilę?

Tak, była to moja pierwsza taka prestiżowa nagroda związana z muzyką i dała mi ogromną radość i jeszcze większą motywację do dalszej pracy. Wydarzenie było bardzo duże, jadąc tam nie liczyłem na wiele, już samym sukcesem było dla mnie zakwalifikowanie się na Festiwal. Dzięki temu była to dla mnie jeszcze większa niespodzianka.

Kto jest  Twoją  inspiracją muzyczną?

Ciężko podać jedną konkretną postać muzyczną, którą się inspiruje. Zawsze staram się być sobą na scenie. Słucham bardzo różnorodnej muzyki, Michael Bolton, Michael Buble, ale także lata 80-te TOTO, czy Chicago. Jest też oczywiście miejsce na naszą polską muzykę. Ciężko tak naprawdę „wrzucić” tych wykonawców do jednego worka.

fot. A. Dworak.jpgFot. A. Dworak, na zdjęciu Paweł Lenar i Dawid Skrzypczak

Jakie są Twoje plany muzyczne?

Aktualnie koncertuje z programem „Śladami Artystów Piwnicy pod Baranami”, w którym w kameralnych aranżacjach przy fortepianie (Paweł Lenar) śpiewam piosenki  m. in. G. Turnaua, czy M. Grechuty, ale także piosenki francuskie. Właśnie staruję również projekt, który można nazwać bardziej rozrywkowym, gdzie wykonuję piosenki m. in. Z. Wodeckiego, czy A. Zauchy. Od ponad roku też uczestniczę w charytatywnych pokazach mody Fashion Day organizowanych przez Mariolę Turbiarz, gdzie dbam o stronę muzyczną. I to też można już uznać za plan, bo 23 marca kolejny taki pokaz w Krakowie. W między czasie razem z Pawłem przygotowujemy własne piosenki, które mam nadzieję, że lada chwila będzie można usłyszeć. Największym jednak planem i marzeniem to oczywiście płyta.

Co byś życzył  sobie i innym na ten nowy rok?

Życzyłbym sobie i wszystkim, tego  żeby każdy dzień tego roku był najlepszym dniem i wywoływał same dobre wspomnienia. Spełnienia marzeń, chociażby tych drobnych,  mnóstwo wytrwałości w działaniach i tego żeby nie poddawać się za szybko w drodze do celu.

Pasja gwiazd

Marcin Urzędowski człowiek pełen pasji

Marcin Urzędowski – urodzony w Nowej Hucie w Krakowie. Miłośnik muzyki perkusyjnej,  podróży i dobrej kuchni. W wolnych chwilach projektuje postapokaliptyczną modę. Człowiek pełen pasji.

Yatzek-21.jpgFot. Jacek Piotrowski, na zdjęciu Marcin Urzędowski

Czym jest dla Ciebie jest pasja?

Pasja to życie. Przynajmniej w moim przypadku. Ale można też powiedzieć, że pasja jest odrealnieniem tej szarej, dziwnej, często odrażającej rzeczywistości, która nas otacza. Żyjemy w dziwnych czasach; z jednej strony mamy dostęp do wszystkiego, a z drugiej różne uwarunkowania sprawiają, że w tym życiu często mamy pod górkę. Uważam, że pasja pozwala te wszystkie niefajne rzeczy pokonać, jest rodzajem zapomnienia od bolączek tego świata.

A jak było z muzyką, bo często w życiu jest tak, że to inni namawiają Nas idź w tym czy innym kierunku. A jak było z Tobą?

Miałem to szczęście że pochodzę z rodziny, w której każdy zajmował się swoimi rzeczami i nikt sobie nie wchodził w drogę. Moje dorastanie było mocno zbuntowane i miałem dziwne pomysły na siebie. Zawsze były to dość wywrotowe sytuacje. Nie byłem pilnym uczniem i wszyscy uważali mnie za durnia. Spoglądając na to dziś, wiem, że to system był źle skonstruowany dla uczniów którzy mieli pomysł na siebie. Wydaje mi się, że tak jest do dziś, bo często prowadzę warsztaty bębniarskie dla dzieciaków w szkołach obserwując z jakimi sytuacjami muszą się borykać.  Wracając do przeszłości. Nowa Huta, lata dziewięćdziesiąte, dzielnica robotnicza, mody chłopak z lekko zwichrowanej rodziny, podwórko i niewiarygodnie duża liczba przygód – tak pamiętam moje dzieciństwo.  Wówczas, jednym z wielu pomysłów jakie miałem na siebie, było bycie kloszardem – malarzem, takim paryskim artystą. Długo trzymała się mnie ta idea, na szczęście prysnęła, gdy mając dziewiętnaście lat spotykałem  na swojej drodze człowieka, który oczarował mnie swoją grą na afrykańskim bębnie djembe. I to wtedy zdałem sobie sprawę, że z kloszarda będą nici      ! Pomyślałem, że będę grał jak ten człowiek. Stałem i czekałem, aż gapie sobie pójdą, a gdy ucichła muzyka,  Wojciech Sochaczewski, który do dziś jest moim dobrym kumplem, podszedł do mnie i powiedział: „chłopcze pokaże Ci kilka sztuczek” Dostałem wówczas pierwszą lekcję gry na tym ludowym instrumencie z Afryki Zachodniej i do dzisiejszego dnia to mój ulubiony instrument. Tak zaczęła się moja przygoda z muzyką. Był rok 1999. Chwilę po maturze, kloszard przemienił się w muzyka. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że zwiąże się z nią zawodowo i będzie to mój sposób na życie.

Czy pamiętasz jakieś szczególne wydarzenie w którym uczestniczyłeś, które utkwiło Ci w pamięci?

Oj…było mnóstwo takich wydarzeń. Był czas, gdy pracowałem z osobami niepełnosprawnymi z fundacji Anny Dymnej „Mimo Wszystko”. Pamiętam jeden z festiwali „Zaczarowanej piosenki” na którym miałem przyjemność poznać grupę niepełnosprawnych osób wracających z Kenii po wyjściu na Kilimandżaro. Koncert, w którym zagrałem nosił tytuł „Każdy ma swoje Kilimandżaro”. Ta góra to synonim przeszkód do pokonania. Na Rynku Głównym w Krakowie, miałem przyjemność występować wielokrotnie, swoją grą uświetniając „Zaczarowaną Piosenkę”, ale to właśnie spotkanie z afrykańskimi muzykami, także w jakimś stopniu niepełnosprawnymi, było momentem, którego z całą pewnością nie zapomnę. Jeden z kenijskich muzyków stracił nogę po ugryzieniu lwa, jeden był niewidomy, wszyscy borykali się z jakimiś problemami, ale tego wieczoru, na wspólnej scenie, królował uśmiech, duch akceptacji, tolerancji i wzajemnego szacunku. Mimo okaleczeń i niepełnosprawności, muzycy pokazali ducha walki, dając nam świadectwo siły i determinacji. To była dla mnie cenna lekcja.

004.jpgZdjęcie z albumu Marcina Urzędowskiego

Czy jest ktoś kto Ciebie inspiruje?

Inspirujący może być uśmiech kogoś, kto przychodzi na koncert posłuchać jak gram, przebija piątkę i mówi mi, że dzięki mnie choć na chwilę zapomniał o swoich problemach, oderwał się od niespłaconych kredytów, czy małżeńskich perypetii. Inspiruje mnie przyroda, jej nieustanny dialog, ścieranie się sił natury. Mam oczywiście listę wielu wspaniałych muzyków, którzy mnie inspirują. Ale wciąż w pamięci mam tamten wieczór, gdy pierwszy raz w żuciu usłyszałem grę Wojtka Sochaczewskiego. Ta chwila odmieniła losy mojego życia stając się pewnego rodzaju drogowskazem, punktem odniesienia, zaklętą w dźwięku wolnością i świeżością.

1-2Zdjęcie z albumu Marcina Urzędowskiego

Jeśli duet muzyczny to z kim?

Bez wątpienia z Panią Sade! To takie moje niedościgłe marzenie. Jestem jej wiernym fanem od lat. Trasa koncertowa z Sade to by było coś. Chciałbym zabrać z Carlosem Santaną bo to bóg latynoskiej gitary, fenomenalny artysta i człowiek. Z naszego podwórka dokonałbym duetu z Bartkiem Łęczyckim. Harmonijka i perkusyjne instrumenty, wzbogacone elektronicznymi dziwactwami. Takiego zestawu nasz kraj się chyba jeszcze nie doczekał   (śmiech)

O czym marzysz? Chyba, że już wszystko zrealizowałeś co chciałeś?

Marzę o podróży dookoła świata. Oczywiście u boku mojej najwspanialszej na świecie żony. Tanimi środkami lokomocji, stopem, kajakiem, zaprzęgniętym w osła wozem… Chciałbym my moje przyszłe dzieciaki mogły kiedyś powiedzieć: a nasz stary, to był dopiero przechuj… zjechał świat za jeden uśmiech. (śmiech) Marzy mi się komfort psychiczny, którego nie sposób mieć gdy uprawiasz wolny zawód, w dodatku jesteś szerzej nikomu nie znanym bębniarzem. Chciałbym móc grać i tą grą zapewnić sobie godne życie. Marzę, aby być w życiu zdrowym. W zeszłym roku spędziłem kilka tygodni w szpitalu zakaźnym, gdy po powrocie z Indii zdiagnozowano u mnie ropień wątroby amebowego pochodzenia. Niewiele brakowało do tego, a byśmy dziś ze sobą nie rozmawiali. Często o to zdrowie nie dbamy , bagatelizujemy tą kwestię, a przecież nie ma nic cenniejszego na tym świecie. Można mieć pasję, miliony na koncie, lecz gdy nie ma się zdrowia to na nic Ci te pieniądze, zainteresowania, lajki i fani. Mam wiele marzeń, staram się je realizować, żyć pełnią życia i cieszyć się z tego co mam. To chyba najcenniejsza cecha: umieć żyć pełnią życia ciesząc się tym co masz, ale potrafiąc jednocześnie sięgać po gwiazdy. Obym tego nigdy nie stracił…

Pasja gwiazd

Piotr Michalak, czyli śpiewający fryzjer polskiego show biznesu

Od skończenia szkoły wiedział, że chce pracować w większym mieście niż to w którym się wychował. Mimo dużej nieśmiałość zawsze miał swoje zdanie swój styl i swoje cele. Mierzył wysoko, a to dzięki hejtom jest tu gdzie jest i dziękuję swoim hejterom za pomoc. Pracuje cały czas w Łodzi w samym centrum. Czesał już sporo celebrytów na różnorakie wydarzenia, wyjścia i pokazy mody.

46450833_312992825959543_8574598285988200448_n

Fot.: Bastek Czernek, na zdjęciu Piotr Michalak

Czym jest dla Ciebie pasja?

Pasja jest czymś co napełnia mnie do działania, od urodzenia uwielbiałem śpiewać. Można powiedzieć, że urodziłem się ze śpiewem na ustach. Niestety życie tak się ułożyło, że  miałem problemy z głosem. Długo przechodziłem mutacje i wstydziłem się swojego głosu. Po skończeniu liceum, postanowiłem udać się do szkoły fryzjerskiej. Na początku nie mogłem się odnaleźć w tej całej stylizacji fryzur. Dopiero po jakimś czasie bardziej się w to wkręciłem i zacząłem odnajdywać się w tej pasji. W tym momencie nie wyobrażam sobie robić coś innego niż bycie fryzjerem.

Jakbyś miał w życiu wybierać pomiędzy pasją do fryzjerstwa, a pasją do muzyki- to którą karierę byś wybrał?

Karierę śpiewającego fryzjera, nie mógłbym wybrać pomiędzy byciem wokalistą, a byciem stylistą fryzur. Obie te pasję są uzupełnieniem mnie. W śpiewaniu pozwala mnie się wyżyć emocjonalnie. A we fryzjerstwie najfajniejsze jest to, że widzę te zmiany które dokonuje na ludziach, widzieć ich uśmiech, zaskoczenie. Satysfakcja klienta jest największa satysfakcją dla mnie.

Zarówno wokal, jak i umiejętności fryzjerskie trzeba ćwiczyć. Czy trudno jest połączyć tak czasochłonne zajęcia?

Dla mnie nie jest to trudne, bo zawsze znajdę czas żeby śpiewać nawet w zaciszu domowym. Śpiewałem niejednokrotnie publicznie, współpracowałem z dj Barthusem – nagraliśmy kilka klipów m.in. klip „Blue” oraz ” Child”. Był jakiś czas temu pomysł, aby wykonać takie show w którym wykonuje fryzury i śpiewam. Niestety nie zorganizowano mi odpowiedniego mikrofonu by mógł wykonać taki występ. Czesałem dużo znanych osób m.in. aktorkę Kamile Kamińską, Rafała Maślaka, Aleksandrę Żuraw, Jana Dratwickiego i Jagodę Judzinską orazOsi Ugonoh, Michała Baryze. Niejednokrotnie stylizowałem gwiazdy na różnorakie sesje, wyjścia i pokazy mody, a metamorfozy wykonane przeze mnie są dobrze oceniane przez media.

46507265_206067283626499_7813767283590823936_n    Fot.: Bastek Czernek, na zdjęciu Piotr Michalak

Co jest najtrudniejsze w byciu stylistą fryzur?

Już teraz nic, bo pracuje w zawodzie 14 lat, wiem że na początku było mi trudno bo byłem osobą bardzo nieśmiałą. Można powiedzieć, że rzuciłem się na głęboką wodę lecz to mnie wzmocniło i dało mi siłę do działania. Na początku trudno było zaproponować mi coś od siebie, jakiś pomysł na fryzurę. Z biegiem czasu nabrałem większej pewności siebie i kreatywności. Teraz najfajniejsze jest to że ludzie mają w pełni do mnie zaufanie, ponieważ często nie mają na siebie pomysłu i oddają swoje włosy w moje ręce i pomysły.

Kto jest dla Ciebie inspiracją zarówno w jednej jak i w drugie pasji?

Nie inspiruje się nikim, staram się kreować własny wizerunek. Oczywiście śledzę najnowsze fryzury we fryzjerstwie, oraz muzyczne nowości na rynku. Moją idolką od lat niezmiennie jest Justyna Steczkowska z którą miałem raz okazję zaśpiewać na jednej scenie. Właściwie można uznać, ze to był spontan na koncercie. Była taka sytuacja, że Justyna Steczkowska poprosiła kogoś na scenę i koleżanka zgłosiła mnie. Można powiedzieć, że całkiem przypadkowo spełniło się jedno z moich marzeń. Po koncercie ludzie do mnie podchodzili i pytali mnie czy to było ustawione? Oczywiście nie było! To zdarzenie wzmocniło mnie, abym działał dalej w śpiewaniu.

Jakie masz marzenia na przyszły rok?

Grać zdecydowanie więcej koncertów, wziąć udział w jakiejś akcji na rzecz zwierząt. Nagrywać kolejne kawałki muzyczne, a z djem Barthusem mamy już pomysły na kolejne więc mamy nadzieję was zaskoczyć. Odnośnie fryzjerstwa to nadal być potrzebny wam do tego aby was upiększać.

Pasja gwiazd

Bastek Czernek czyli fotograf z pasją, który fotografował niejedną gwiazdę

Urodził się w Pszczynie i wychował w małej miejscowości Bestwinie, gdzie rozpoczęła się jego przygoda z fotografią. Swój pierwszy aparat cyfrowy dostał od siostry. W swej pracy nieustannie poszukuje nowych możliwości i wyzwań. Absolwent Krakowskich Szkół Artystycznych. Współpracuje z najlepszymi polskimi modelkami, modelami oraz aktorkami. Fotografował m.in. Barbarę Kurdej-Szatan, Edytę Herbuś, Osi Ugonoh, Paulinę Smaszcz-Kurzajewską, Agnieszkę Kaczorowską, Karolinę Gilon, Izabelę Trojanowską, Adę Fijał, Kamilę Kamińską, Ewę Pacułę i wiele innych. Obecnie mieszka i pracuje w Warszawie, gdzie spełnia swoje ambitne plany.

BASTEK_PHASEONE_male

Fot.: własność Bastek Czernek

Skąd pasja do fotografowania czy to była świadoma decyzja czy rodzice mieli wpływ na wybór takiego kierunku studiów?

Na pewno nie od rodziców, bo moja mama nie lubi zdjęć, a tata pracował w zupełnie innym kierunku. Mój brat jest fotografem, więc ta fotografia była i jest w naszej rodzinie. Zamiłowanie do mody to już zasługa mamy, siostry oraz telewizji i gazet. Jako nastolatek dostałem stare magazyny włoskie Vogue od siostry. Bardzo chciałem być w tym świecie, tak to się zaczęło od podstawówki chciałem być fotografem mody. Teraz staram się spełniać w fotografii tak krok po kroku.

Miałeś wiele publikacji w magazynach w tym we włoskim magazynie Vogue. Powiedz, którą publikację najbardziej wspominasz?

Była publikacja we włoskim Vogue online – nawet dwie jak dobrze pamiętam. Podobno dla fotografa to jest takie Mount Everest, jest to pewnego rodzaju wyznacznik i każdy by chciał zrobić okładkę bądź sesję dla tego magazynu. Marzę o okładce Vogue’a i jestem pewien, że kiedyś to osiągnę. Patrząc na moje ambicje, uważam i tak mam mało na koncie publikacji, bo każdy z biegiem czasu chce więcej i iść do przodu. Więc mam nadzieję, że najlepsze nadal przede mną. Uważam, że w Polsce jest bardzo hermetyczny świat, gdzie jest dana grupa fotografów do których nie wpuszcza się kolejnych nowych osób. W Polsce trudno się wbić nowym osobom nawet ze świeżym dobrym pomysłem. Trzeba mieć znajomości, kontakty z tej branży, które odgrywają dużą rolę. Zagranicą jest zdecydowanie łatwiej wydaje mi się, bo są bardziej czasopisma otwarte na nowych fotografów. Nie ma tam tak, że jest dwóch-trzech fotografów i nikt inny szans nie ma bez odpowiednich pleców.

Pracowałeś z m.in. Pauliną Smaszcz-Kurzajewską, Edytą Herbuś, Iloną Felicjańską oraz Kamilą Kamińską. Czy trudniej pracuje się z gwiazdami, czy wręcz przeciwnie łatwiej, bo są bardziej obyci przed aparatem?

Uważam, że jest to indywidualna sprawa danej osoby, dla mnie nie ma znaczenia czy osoba jest znana czy nie. Ja do każdego podchodzę tak samo, nie rozgraniczam tego, że ten ma mnóstwo followersów, a inny nie ma Instagrama – to nie jest ważne. Jestem fotografem profesjonalnym i staram się dać z siebie 100 % bez względu z kim się pracuje. Wiadomo, że te osoby bardziej znane są bardziej obyte przed aparatem i trochę bardziej swobodnie się czują na sesjach co pomaga w wielu przypadkach.

Zrealizowałeś projekt “#BlackAndWhiteBeauty” z udziałem bardziej i mniej znanych kobiet w show biznesie. Skąd pomysł na taki projekt?

To jest ciężkie pytanie, bo był to rozległy w czasie proces. To na pewno nie było tak, że Bastek powiedział sfotografuję sobie 100 kobiet, pstryknięcie palcami i jest. To były dłuższe obserwacje wcześniejsze stereotypów, spostrzeżeń które nie do końca były pozytywne. Często spotykałem się na sesjach z osobami, głównie kobietami które mają mniej dystansu do siebie niż mężczyźni. Panie często mają duże kompleksy, nie mając powodów do tego. Uważam, że to mentalny problem w ich głowie i właśnie to był taki impuls by coś z tym zrobić. Później z Klaudią Jóźwiak moją koleżanką i wizażystką zrobiliśmy sesję, gdzie ona była modelką bardzo taką saute, naturalną. Można powiedzieć, że była taką inspiracją, aby stworzyć taki projekt ze zdjęciami czarno-białymi w wersji saute, czyli bez makijażu, bez ekipy, bez retuszu. Chciałem pokazać, że każdy z Nas jest inny i trzeba się akceptować takim jakim się jest. Bez tych wszystkich filtrów, które w dzisiejszych czasach są bardzo na topie w internecie. To był projekt jednorazowy, ponieważ nie lubię się powtarzać. Po projekcie dostałem taką iskierkę od ludzi, że to był dobry pomysł. Teraz pracuje nad nowym projektem dość dużym, gdzie będą same znane nazwiska i będą to mężczyźni. Jak dobrze pójdzie to na początku przyszłego roku projekt wyjdzie na światło dzienne.

Bastek_foto_wyciete_m

Fot.: własność Bastek Czernek

Pracujesz razem z przyjaciółmi nad własnym studiem, które będzie nosiło nazwę Sztos. Kiedy przewidujesz otwarcie?

Od dziecka marzyłem, aby otworzyć studio bo jak jeszcze nie mieszkałem w Warszawie to miałem swoje domowe studio i tak marzyłem o takim studio z prawdziwego zdarzenia. Chciałbym dzielić się swoją pasją z innymi, oraz pomagać dzieciakom w rozwinięciu swoich pasji. Na swojej drodze miałem to szczęście, że spotkałem Alexa Caprice – projektanta mody męskiej. To był taki nasz wspólny pomysł, aby stworzyć coś wspólnie, a wsparły Nas dwie aktorki Agnieszka Mrozińska i Kamila Kamińska, które będą prowadziły w naszym Studio warsztaty. Jestem bardzo wdzięczny wszystkim za pomoc i wsparcie – czuję, że każdym skorzysta z tego nowego miejsca. W obecnej chwili trwa remont studia, lecz gdy tylko się zakończy będzie się działo w nim wiele ciekawych projektów. Wkrótce poinformujemy o otwarciu.

Kto jest dla Ciebie inspiracją w świecie fotografii?

Z zagranicy osoby, które mnie inspirują to na pewno Annie Leibovitz, Mario Testino czy Patrick Demarchelier– to są topowe nazwiska, które swoim stylem zachwycają. W Polsce Marcin Tyszka, z którym mieliśmy okazję współpracować kilka razy za co jestem bardzo wdzięczny, bo dużo się od niego nauczyłem. Miałem też możliwość pracować na warsztatach z Szymonem Szcześniakiem, które też mi dużo dały. Od takich ludzi można więcej się nauczyć w jeden dzień, niż z książki czy podręcznika. Wiedza doświadczonych ludzi jest o wiele ważniejsza niż regułki.

Jesteś na pewnym pułapie zawodowym, czy jest coś co chciałbyś zrobić by się spełnić w pasji?

Konkurs Foto Erotica magazynu Playboy zawsze mnie fascynował i wysłałem w tym roku swoje zgłoszenie. Raczej publikacje są dla mnie ważniejsze niż konkursy. Szczególnie rynek Polski chciałbym zdobyć. Moim marzeniem jest okładka Vogue’a i powiedziałem, że nie odpuszczę. Dużo tego jest ile chciałabym zrobić, bo to co mam na moje ambicje to jest zdecydowanie za mało.

http://bastekczernek.com/pl/